Święta – kilka dni na pociechę?

Jaki jest Twój świąteczny czas? Czy w Twoim życiu święta mają jeszcze jakiś sens? Odpowiadasz z uśmiechem, twierdząco – szczęściarz z Ciebie! Nie masz prostej odpowiedzi – wielu ludzi jej nie ma…

„Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej w nowej, zastanawiającej interpretacji Marcina Wrony stawia przed widzem tego teatru telewizji nie lada wyzwanie. Nie chodzi tutaj o kaznodziejską refleksję nad świętami, ani o ukazanie rodzinnego dramatu. Ten spektakl grzebie głęboko i pyta widzów o coś ważniejszego. Oczywiście trudno się nie pochylić przy okazji nad łączącymi nas ze współbiesiadnikami wigilijnego stołu relacjami, tylko że to świętowanie sprowadzone jest do miana gry, pozoru, śmieszności.

Autentyczność

Maska. Wyjaskrawiona ostrym makijażem i przesadą w grze charakternej Małgorzaty Kożuchowskiej (Żona), czy komiczną gestykulacją Mariusza Ostrowskiego (Fedycki) lub schowaną za wielkimi, kolorowymi sukienkami dziewczynką Anielą Łoniewską (dziecko). Pozór. Przesadny w zaangażowaniu Agaty Buzek (Pani Mania), czy tragizowaniu Mai Ostaszewskiej (Wdowa). Można skupić w soczewce te wszystkie elementy: dobrze obsadzone role, wyeksponowane dialogi, wyśmienite i zdecydowane kostiumy oraz zastanawiająca scenografia po to, aby otrzymać spektakl telewizyjny, który miejscami bawi, innym razem drażni, ale też niekiedy trafia w czułe punkty i po prostu boli. Mąż grany przez Artura Żmijewskiego to jedyny bohater autentyczny. Świat, który go otacza jest iluzją, a zderzenie z tym faktem drogo go kosztuje i drogo kosztuje także widza.

Kosztorys

Fabuła dramatu Zapolskiej jest mało skomplikowana. Żona zdradza z Fedyckim Męża. Mają dziecko i pokojówkę Panią Manię. Zdrada wychodzi na jaw. Mąż się załamuje. Pani Mania chce zająć miejsce jego Żony. Dziecko choruje, a Żona i Fedycki snują plany nierealnej i zakłamanej przyszłości. Tylko tyle. Jednakże tego spektaklu nie ogląda się dla fabuły, ale dla emocji, dla szukania w sobie szczególnego miejsca, miejsca, które określić można za właśnie „te” mówiące prawdę.  Dzięki temu prostemu przełożeniu spektakl jest swego rodzaju katalizatorem każdego kto choć raz w relacjach wiercił się na krześle przy wspólnym stole, być może dlatego, że nie chciał w czymś na siłę uczestniczyć, być może dlatego, że często wybiera drogę na siłę, albo dlatego, że skłamał lub był oszukany. Czy trzeba zadać więcej pytań, by odpowiedzieć sobie na pytanie o to czym są tak naprawdę łączące nas z innymi ludźmi więzi oraz jakie koszty w imieniu tych więzi ponosimy, czy da się je wycenić, a może od razu warto spisać je na poczet strat?

Obyczaje

Smaczek spektaklu tkwi w tym, że premierę miał on 1907 roku i nadal we wznowieniu z 2015 roku  jest tematem aktualnym. Niemniej niebywałą przyjemność sprawia śledzenie swego rodzaju zaszłości moralnych (dzisiaj rozwody są na porządku dziennym i nie wnika się w potrzebę małżeństwa z kochankiem), honorowych (nie pamiętamy już pojedynków), wychowawczych (związanych z wpajanym dziecku zachowaniem ) i wiele innych schowanych w precyzyjną scenografię. Te wszystkie elementy nie tylko nie przeszkadzają w odbiorze dzisiaj tej sztuki, lecz także nasuwają refleksję nad tym, czy współczesna obyczajowość nie upadła bez reszty. W końcu w czym problem? Biorąc pod uwagę statystyki trwałości związków to jest wiele polskich domów, gdzie nie widzi się problemu w zdradzie, w rozwodzie, w kłamstwie. Może tymi ślepcami jesteśmy my, a może tylko nasi sąsiedzi? Nie widzi się tych problemów także na co dzień, prawda? Gorzka to konkluzja kiedy zostaje nam w roku kilka świątecznych dni na pociechę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s