Nie ma o czym pisać

Jak wiadomo w odniesieniu do tego co utrwala się na kartce teatr jest czymś ulotnym, jest jakby popiołem. Niestety spektakl „Król Edyp” wystawiany na deskach Teatru Dramatycznego przypomina marny pył kosmiczny i jak po locie na Marsa pamięta się tylko tyle, że zobaczyło się pustą planetę, tak po oczekiwanej wizycie w TD zostaje w pamięci jedynie wyczekiwana kurtyna sceny G. Holoubka. Piękna zresztą czerwona kurtyna, która przynosi ulgę.

Nie tylko Edyp jest rozczarowany!

Jakub Krofta choć jest młodym reżyserem, to niezwykle utalentowanym i można powiedzieć światowym, ponieważ swej dramaturgii próbował już w USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Hong Kongu, Izraelu, Austrii, Danii, Finlandii, Polsce i na Słowacji. Jak można się dowiedzieć z lubością reżyser sięga po aspekt edukacyjny teatru. Tutaj już trafiamy w samą dziesiątkę oceny Króla Edypa w reżyserii Krofty. Niewątpliwie można go nazwać Edypem szkolnym i pewnie dlatego nastoletnie dzieci chętnie przychodzą na ten spektakl. Jeśli jednak szukasz w teatrze tego „czegoś” Twój detektor powinien zapalić się na widok pierwszego lepszego nastolatka na widowni. Tam gdzie chodzą młodzi, niekoniecznie jak widać dobrze może się czuć wprawny widz.

Edyp ucieka

Wszyscy znamy tragedię Edypa, którą zresztą można streścić w słowie „klątwa”. Sofokles jednak przewraca się w grobie na myśl, że współczesny reżyser zechce widzieć w dramacie jedynie smutną fabułę. Niestety tylko streszczenie szkolnej lektury daje widzom TD. Obiecujący wstęp nawiązujący do sytuacji politycznej w kraju szybko zostaje zwykłym nawiązaniem. To nawiązanie mogłoby być użyteczne i ciekawe, ale po dziesięciu interesujących minutach poza garniturami i zawiadackimi strojami chóru nie zostaje nic. Właśnie dlatego w miarę wydarzeń stroje Marka Zakosteleckego  zaczynają przeszkadzać, gryźć się z treścią spektaklu. Edyp przez chwilę ucieka do polityczno-społecznej współczesności, by wrócić do korzeni i próby grania klasyki, próby nieudanej.

Gra muzyka

Światlo, scenografia z wielką, czerwoną mównicą i czerwonymi drzwiami, bezsensem swych schodów, choreografia ospałego chóru, o śpiewie nie wspominając – to po prostu nie gra, nie klei się, nie montuje w żaden sposób. Krofta daje widzom świat pomysłów w kawałkach i choć obsada jest ciekawa, to żaden aktor nie udźwignął całej plątaniny poszatkowanych i niepasujących do siebie elementów „Króla Edypa”. Żaden i w tym nawet Adam Ferency (Kreon). Jedynie grana na żywo muzyka Patryka Zakrockiego i Pawła Szamburskiego ratuje atmosferę przedstawienia i jeszcze stara się widza wciągnąć w bieg wydarzeń.

Z całym przekonaniem piszę, że od TD, a zwłaszcza od spektakli granych na scenie Holoubka ma się nadzieję otrzymać „coś” więcej, bardziej, mocniej, wrażliwiej, prawdziwiej, inaczej, nowocześniej, zaskakująco itd. Tymczasem nie ma o czym pisać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s