„ja tędy” / „my tam” – „Wyjeżdżamy” Krzysztofa Warlikowskiego

Yi-Fu Tuan widział „miejsce jako uczłowieczoną przestrzeń”. Georges Perec tworzył mapę swoich ulubionych miejsc na podstawie wspomnień. Warlikowski podejmując się sztuki Hanocha Levina „Pakujemy manatki” zrzuca bombę na prywatne axis mundi. Czy rzeczywiście tylko wałęsamy się to tu to tam, to tu to tam, to tu to tam…

3-go marca 2005 roku w TR Warszawa miała miejsce premiera spektaklu „Krum” Krzysztofa Warlikowskiego. Wtedy reżyser po raz pierwszy zmierzył się ze sztuką Hanocha Levina pod tym samym tytułem. Po 13. latach Warlikowski wraca do autora „Kruma”. Tym razem sięga po „Pakujemy manatki”. Premiera spektaklu na podstawie tej sztuki nosi nieco zmieniony tytuł „Wyjeżdżamy” kładąc tym samym akcent nie tylko na pewną metaforykę podróży, lecz także na jej nieuchronność i niemożność zarazem. Prapremiera Kruma miała miejsce 1975 roku, a „Pakujemy manatki” w 1983 roku zatem spektakle Warlikowskiego dzieli ze sztukami Levina pewna przestrzeń czasowa. Zdecydowanie ta przepaść wystarczy, by do obu sztuk podejść z dystansem i nowym namysłem.

Skąd i dokąd?

Bohaterowie „Wyjeżdżamy” podróżują zarówno 1) w czasie, jak i 2) w przestrzeni oraz 3) w myślach. 1) Podróż w czasie odnosi się do metafory życia jako podróży. „Wyjeżdżamy” oznacza w tym kontekście tragizm ludzkiego życia. Śmierć przychodzi w sztuce niespodziewanie i zwykle jest obśmiewana. Ośmiu pogrzebom, które obejrzymy w spektaklu, towarzyszą karykaturalnie dobrane zdjęcia zmarłych oraz „bazarowe” zachowanie żałobników. Pogrzeb u Warlikowskiego nie ma nic wspólnego z rytuałem, świętością, a nawet nie z pożegnaniem. Jednocześnie to pogrzeby wyznaczają pewien rytm spektaklu i są diagnozami współczesnej wspólnotowości, papierkiem lakmusowym rozpadu relacji między ludźmi. 2) Rzecz dziać się może zarówno w społeczności żydowskiej, czy polskiej, albo uniwersalnie europejskiej. Chęć zagranicznych wyjazdów można rozpatrywać na różnych poziomach. Młodzi wyjeżdżają w pogoni za ulotnymi wrażeniami lub tylko po to by się wydostać, uciec. Co znamienne nie dają sobie nadziei na to, że gdzieś tam, będzie lepiej niż tutaj. Jedyną postacią, która odbyła „udaną” wycieczkę po Europie jest prostytutka (Agata Buzek), która z podróży pamięta jedynie szpiczaste wieże kościołów, nudne muzea i niecharakterystyczne krajobrazy. Drwina z tak popularnych dzisiaj wycieczek objazdowych pokazuje, że świat, który odkrywa podróżnik, zależy od jego wiedzy i tych szerokości geograficznych, które ma w sobie. Zwiedzany świat zależy nie tylko od oczu, lecz także serc i mózgów, które ten świat odbierają. Warlikowski sceptycznie zauważa, że dzisiaj większe znaczenie mają filmiki, czy zdjęcia i kliki naszych followersów pod nimi. Mówi, że przestajemy odczuwać ciekawość świata i toniemy w mainstremowych modach. 3) Chęć podróży nie zawsze jednak wiąże się z jej urzeczywistnieniem. Dani (Jacek Poniedziałek) trwoni zebrane na podróż do Szwajcarii pieniądze na wizyty u prostytutki (dzięki nim ona może wyjechać na wycieczkę). Pewna niemożność wyjazdu wiążę się z brakiem silnej woli i odwagi. Nie akceptuje się miejsca w którym wiedzie się życie, ale jest się doń przywiązanym kulą u nogi. Wielu jest takich jak Dani, którymi targają wątpliwości, którzy sfrustrowani podróżują jedynie myślami, miast brać sprawy w swoje ręce.

Zatem „Wyjeżdżamy” Warlikowskiego to złożony obraz wyjazdów człowieka w świecie wewnętrznym i zewnętrznym oraz egzystencjalnym.

Ucieczka i porwanie

Warlikowski w wywiadzie z Piotrem Gruszczyńskim mówi:

„Wyjazdy z natury się nie udają. Trudno mówić o wyjazdach wymuszonych jako udanych. Czym innym jest wyjazd pozytywny, a czym innym negatywny” Gruszczyński dopytuje: „Pozytywny to jaki?”,a Warlikowski dodaje: „Taki, który jest dobry dla Ciebie i nie jest spowodowany tym, że tutaj czujesz się coraz bardziej klaustrofobicznie”.

Rozpad rodziny, sytuacja polityczna, czy finansowa, a może wszystko razem prowokują zatem podróże negatywne. Są niczym ucieczki od życia. Rodzajem odwrotu od rzeczywistości. Dobra jest podróż wtedy, kiedy chcesz świat naprawdę odkrywać, jesteś gotowy na zmiany, jesteś w sobie osadzony na tyle mocno, że pod każdą szerokością geograficzną odnajdziesz się jako wolny człowiek.

Jest jednak w sztuce bardzo ciekawa postać babci (Jadwiga Jankowska – Cieślak), która jest zmuszana do wyjazdów na turnusy, a potem do domu starości. Notorycznie sprzeciwia się negatywnej podróży, wraca raz po raz, choć wydaje się, że nie ma do czego, bo znów zostanie wywieziona. Jest porywana ze swojego miejsca. Rodzina chce jej się pozbyć jak śmiecia. W końcu umiera nie odprowadzona na jej przystanek przez nikogo. Jej śmierć wydaje się najnaturalniejsza z uwagi na wiek. Tak jakby dzisiaj śmierć opuszczonej osoby starszej była pewną normą.

Norma z wyskokami

Norm w świecie spektaklu „Wyjeżdżamy” jest mnóstwo. Pusty śmiech z sali zdaje się je gorzko potwierdzać. Matki (Maja Ostaszewska) mają być fit-matkami i tańczyć do przebojów Madonny, amerykańska turystka (Magdalena Cielecka) ma wszędzie mieć new best friends i czuć się fantastic, młodzi tańczą disco, starsi grają w brydźa, chłopcy wbrew matkom są homoseksualni itd. Te wszystkie klisze tworzą wyjałowiony z miejsc świat, gdzie poza mainstreamem nie ma wartości do których można by się odwołać. Tą wartością nie jest nawet śmierć po której zostaje nam tylko jeść lody z płatków śniegu.

Jeśli patrzeć na spektakl z poziomu obserwacji współczesnej kultury żydowskiej to odbiera jej się jakąkolwiek wyjątkowość. To nie jest już naród wybrany, trzymający się żelaznej tradycji. Dlatego spektakl jest pełen wyskoków od obrazy kościoła, przez palenie zwłok, po pozbawienie rytuałów, czy lekkie obyczaje wdów. Widzi się upadek tego co żydowskie na rzecz uniwersalizacji kultury i poglądów na świat.

„Pogrzeb”

Wolna wola, samowola, wolność do bycia turystą w życiu. Można też być życiowym migrantem i emigrantem. Jak śpiewał Frank Sinatra „I did it my way”. Nasze ways magą być oryginalne albo jałowe, zmarnowane na szarej codzienności. Nasz end smutny lub ważny dla bliskich, a może nawet dalszych. A na nim takie mogą się toczyć rozmowy jak z wiersza „Pogrzeb” świetej pamięci Wisławy Szymborskiej.

Pogrzeb

„tak nagle, kto by sie tego spodziewał”
„nerwy i papierosy, ostrzegałem go”
„jako tako, dziękuje”
„rozpakuj te kwiatki”
„brat też poszedł na serce, to pewnie rodzinne”
„z tą brodą to bym pana nigdy nie poznała”
„sam sobie winien, zawsze się w coś mieszał”
„miał przemawiać ten nowy, jakoś go nie widzę”
„Kazek w Warszawie, Tadek za granicą”
„ty jedna byłaś mądra, że wzięłaś parasol”
„cóż z tego, że był najzdolniejszy z nich”
„pokój przechodni, Baśka się nie zgodzi”
„owszem, miał rację, ale to jeszcze nie powód”
„z lakierowaniem drzwiczek, zgadnij ile”
„dwa żółtka, łyżka cukru”
„nie jego sprawa, po co mu to było”
„same niebieskie i tylko małe numery”
„pięć razy, nigdy żadnej odpowiedzi”
„niech ci będzie, że mogłem, ale i ty mogłeś”
„dobrze, że chociaż ona miała tę posadkę”
„no, nie wiem, chyba krewni”
„ksiądz istny Belmondo”
„nie byłam jeszcze w tej części cmentarza”
„śnił mi się tydzień temu, coś mnie tknęło”
„niebrzydka ta córeczka”
„wszystkich nas to czeka”
„złóżcie wdowie ode mnie, muszę zdążyć na”
„a jednak po łacinie brzmiało uroczyściej” „było, minęło”
„do widzenia pani”
„może by gdzieś na piwo”
„zadzwoń, pogadamy”
„czwórka albo dwunastka”
„ja tędy”
„my tam”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s